"Miałem sen piękny sen" tymi słowami kiedyś brat doprowadzał mnie do szału powtarzając je przez kilka godzin w kółko. Dzisiaj ja mogę zacytować słynne słowa " i had a dream". Mój sen jednak do najpiekniejszych nie należał ale był na tyle ciekawy że sobie go tutaj zapiszę żeby zapamiętać.
Śniło mi się że znowu miałam 18 lat ( marzenia ściętej trzydziestoletniej głowy), ba nie byłam ani zamężna ani dzieciata, jak wyżej w nawiasie.
I w tym śnie trafiłam do domu moich dziadków, nie wiele się tam wprawdzie zmieniło przez te kilkanaście lat ale jedna rzecz zupełnie nie zgadzała się z rzeczywistością - była tam dziadek. Dziwne było go znowu spotkać po tylu latach. Co dziwniejsze była tam ze mną Gwiazdeczka, której przecież mając 18 lat nie znałam. Co gorsza a może co ciekawsze babcia Janka wystarczy że spojrzała i już wiedziała że z gwiazdką to nie jest taka niewinna znajomość. Ale mnie zbeształa za to że się z żonatymi facetami zadaje. Awantura była na 100 fajerek. Aż drzwiami trzeba było trzasnąć i opuścić tą miła dziadkową przystań. Dalej śnił mi się spacer po skrzypiącym śniegu w moich ukochanych wilczkach co je rok temu kupiłam a mając lat 18 mogłabym sobie jedynie o nich pomarzyć. W śnie gdzieś tam Helisa sie pojawiła co niby z nią do liceum chodziłam i z angielskiego uciekałam żeby na koncert innego miłego sercu pana uciekać co mi śpiewał piosenki Pink Floydów śpiewał., których w tej rzeczywistości nie lubię wcale.
Pytanie z jakiej paki mózg funduje nam takie jazdy? i czy to bardziej powinno się w ramach psychiatrii rozpatrywać czy fizyki innych wymiarów? Może jednak można by w inny wymiar skoczyć jak w serialu Sliders? Chociaż czy warto ryzykować podróż w nieznane?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz